Miejscowości

Wiadomości

czwartek, 24 kwiecień 2014 10:22

Fotografia to teatr – wywiad z bieszczadzką pasjonatką fotografii Inką Wieczeńską

Napisane przez 
Multithumb found errors on this page:

There was a problem loading image 'http://wbieszczadach.net/media/k2/items/cache/92147a43a78b5983afe1a0dfa23dc633_L.jpg'
There was a problem loading image 'http://wbieszczadach.net/media/k2/items/cache/92147a43a78b5983afe1a0dfa23dc633_L.jpg'
There was a problem loading image 'http://wbieszczadach.net/cache/multithumb_thumbs/b_480_319_16777215_00_images_Fotki_do_artykułów_Ciekawi_ludzie_inka_10148233_680084932048506_1789815154_o.jpg'
There was a problem loading image 'http://wbieszczadach.net/cache/multithumb_thumbs/b_480_319_16777215_00_images_Fotki_do_artykułów_Ciekawi_ludzie_inka_10148233_680084932048506_1789815154_o.jpg'
There was a problem loading image 'http://wbieszczadach.net/cache/multithumb_thumbs/b_480_320_16777215_00_images_Fotki_do_artykułów_Ciekawi_ludzie_inka_10148296_680085035381829_966818043_o.jpg'
There was a problem loading image 'http://wbieszczadach.net/cache/multithumb_thumbs/b_480_320_16777215_00_images_Fotki_do_artykułów_Ciekawi_ludzie_inka_10148296_680085035381829_966818043_o.jpg'
There was a problem loading image 'http://wbieszczadach.net/cache/multithumb_thumbs/b_480_322_16777215_00_images_Fotki_do_artykułów_Ciekawi_ludzie_inka_10149133_680085672048432_1203751282_o.jpg'
There was a problem loading image 'http://wbieszczadach.net/cache/multithumb_thumbs/b_480_322_16777215_00_images_Fotki_do_artykułów_Ciekawi_ludzie_inka_10149133_680085672048432_1203751282_o.jpg'
There was a problem loading image 'http://wbieszczadach.net/cache/multithumb_thumbs/b_480_302_16777215_00_images_Fotki_do_artykułów_Ciekawi_ludzie_inka_10149618_680084845381848_885935520_o.jpg'
There was a problem loading image 'http://wbieszczadach.net/cache/multithumb_thumbs/b_480_302_16777215_00_images_Fotki_do_artykułów_Ciekawi_ludzie_inka_10149618_680084845381848_885935520_o.jpg'
There was a problem loading image 'http://wbieszczadach.net/images/Fotki_do_artykułów/Ciekawi_ludzie/inka/photo1php.jpg'
There was a problem loading image 'http://wbieszczadach.net/images/Fotki_do_artykułów/Ciekawi_ludzie/inka/photo1php.jpg'
There was a problem loading image 'http://wbieszczadach.net/cache/multithumb_thumbs/b_480_319_16777215_00_images_Fotki_do_artykułów_Ciekawi_ludzie_inka_10147603_680084992048500_1855347195_o.jpg'
There was a problem loading image 'http://wbieszczadach.net/cache/multithumb_thumbs/b_480_319_16777215_00_images_Fotki_do_artykułów_Ciekawi_ludzie_inka_10147603_680084992048500_1855347195_o.jpg'
There was a problem loading image 'http://wbieszczadach.net/images/Fotki_do_artykułów/Ciekawi_ludzie/inka/photophp.jpg'
There was a problem loading image 'http://wbieszczadach.net/images/Fotki_do_artykułów/Ciekawi_ludzie/inka/photophp.jpg'

Czar Bieszczadów tworzy nie tylko przyroda, ale również ludzie o fascynujących osobowościach i niezapomnianych historiach. Tym razem mamy przyjemność rozmawiać ze znaną bieszczadniczką, która lata temu postanowiła swoje życie przeżyć właśnie tutaj, na krańcu Polski, w leśnych ostępach kryjących bogatą tradycję i kulturę. Inka Wieczeńska porzucając życie w stolicy, wybrała bieszczadzkie lasy i góry za swój nowy dom. Tutaj również rozpoczęła jedną z najważniejszych przygód swojego życia – fotografię. Fotografuje krajobrazy, zwierzęta, rośliny, a przede wszystkim ludzi, którzy tak jak ona tworzą wspaniałą społeczność Bieszczadów. O jej fotografiach robi się coraz głośniej. Ostatnio ze swoimi pracami gościła w Warszawie, opowiadając podczas wernisażu o „swoich Bieszczadach”. Jej fotografie łączą w sobie niezwykłe wyczucie chwili, „teatr” barw i dynamiki, i to „coś”, co nas zachwyca w tych fotografiach - tętniące swoim życiem Bieszczady.

wbieszczadach.net: Co sprawiło, że swoje życie związała pani z Bieszczadami?

Inka Wieczeńska: Wyjazd w Bieszczady zawdzięczam rodzicom. Kiedy byłam trzynasto-, czternastoletnią dziewczynką, ojciec zakochany w Bieszczadach wsadzał nas na rumaka o imieniu Panonia i gnaliśmy 400 km z Częstochowy w Bieszczady. Wówczas nie zauważałam piękna tej krainy. Dla mnie Bieszczady wiązały się z harcerzami i nowymi znajomościami. Ojciec natomiast napawał oczy widokami i jak mawiał, „oddychając do pięt, marzył o życiu w Bieszczadach”.

10148233 680084932048506 1789815154 o

wbieszczadach.net: Zamieszkując w Bieszczadach, spełniła pani więc marzenia taty?

I.W.: Tak. Pamiętam, wówczas współpracowałam jako reporter z PR w Warszawie w Naczelnej Redakcji Programów Publicystycznych. Zaproponowano mi pracę na etacie. Warunkiem jej podjęcia było stałe zameldowanie w stolicy. Tego wymogu nie potrafiłam spełnić, pomimo że radio było moim wielkim „fiołem”. Kiedy ogłoszono konkurs na młodego dziennikarza w placówkach regionalnych, szybko się zgłosiłam. I udało się. Z rąk Andrzeja Turskiego otrzymałam etat w PR w Kielcach. Pracy również i tam nie podjęłam, bo akurat wybuchł stan wojenny. Jako że wychowywałam się w rodzinie prześladowanej przez władzę ludową, stwierdziłam, że lepiej będzie, kiedy wyjadę. Wówczas po mojej głowie zaczęły błądzić obrazy z dziecięcych wypraw. Natychmiast złapałam kierunek. W ten oto sposób duże aglomeracje przegrały z Bieszczadami.

wbieszczadach.net: Pamięta pani swoje pierwsze spotkanie z Bieszczadami po podjęciu decyzji o przeniesieniu się tutaj?

I.W.: Razem ze świeżo poślubionym mężem ruszyliśmy na podbój Bieszczadów. Mąż był absolwentem PW wydziału Mechaniki Precyzyjnej, a ja UW wydziału Humanistyczno- Pedagogicznego. Z powodzeniem mógłby uczyć przedmiotów ścisłych, a ja humanistycznych. Jednak wszędzie odsyłano nas z kwitkiem.

Ogromnie zawiedzeni postanowiliśmy przynajmniej zobaczyć Bieszczady. Wsiedliśmy do autobusu zmierzającego do Ustrzyk Górnych. W nim poznaliśmy leśniczego, który przedstawił się nam jako nadleśniczy nieistniejącego Nadleśnictwa Sianki Dolne. Pan okazał się przemiłym gawędziarzem i zaprosił nas na nocleg. Prawie całą noc przegadaliśmy przy kominku. Wynikiem nocnej Polaków rozmowy był pomysł, abyśmy poszli do dyrektora Gospodarstwa Rolnego „Igloopol” w Smolniku. I tak się stało. Przyjęto nas z otwartymi rękami. Z gabinetu wyszliśmy z kluczami do zakładowej kawalerki. Michał objął etat kierownika warsztatu naprawczego, a ja zostałam dyrektorem nowopowstałego przedszkola przyzakładowego. I tak się rozpoczęła nasza bieszczadzka epopeja.

10148296 680085035381829 966818043 o

wbieszczadach.net: Jak odnalazła się pani w Bieszczadach?

I.W.: Początkowo nie było łatwo. Bardzo tęskniłam do rodziny i przyjaciół, których pozostawiłam 400 km stąd. Często ich odwiedzałam, wlokąc za sobą dwójkę dzieci, psa i klatkę z kanarkami. Z powrotem bagaże pęczniały, bo wiozłam najdrobniejsze przedmioty codziennego użytku. W tamtych czasach w sklepach nie można było niczego kupić.

Wszelkie ważniejsze życiowo momenty odbywały się w Częstochowie, jak porody i chrzty. I chyba bym tego nie wymyśliła, mieszkając w Częstochowie, żeby dzieci ochrzcić na Jasnej Górze. Z biegiem czasu tęsknota zanikała wypierana przez nowe znajomości, przyjaźnie i pasje, które trwają do dziś.

wbieszczadach.net: Kiedy i w jakich okolicznościach zaczęła pani fotografować?

I.W.: Żyjąc w Bieszczadach, kiedy już wypełniłam obowiązki Matki Polki, czyli odchowałam dwójkę dzieci, doszłam do wniosku, że przyszedł czas dla mojego ducha. Człowiek ma różne fascynacje, które z biegiem czasu stają się pasjami. Ja to nazywam „fiołami”. Kilka „fiołów” już w życiu miałam, jeszcze przed fotografią. Były kwiaty, dziennikarstwo, muzyka country, konie i narty.

Dziennikarstwo stało się pomostem do fotografii.Nie mogłam się oprzeć rozmowom z bieszczadnikami, bo kocham ludzi, a stąd okazało się już bardzo blisko do bieszczadzkiej fotografii. Kiedy zostałam przyjęta do ZPFP (Związek Polskich Fotografów Przyrody) i zaczęłam jeździć na plenery, fotografia pochłonęła mnie bez reszty. I zaczęło się szaleństwo.

10149133 680085672048432 1203751282 o

wbieszczadach.net: Co najbardziej pani lubi fotografować?

I.W.: Fotografuję wszystko to, co sprawia mi przyjemność, począwszy od twarzy, poprzez pejzaże, kwiatuszki, zwierzynę, aż po architekturę.

Zaczęłam najpierw fotografować bieszczadzkie postaci. Z ich twarzy można wiele wyczytać. Każda postać to inna ciekawa historia. Bieszczady są magnesem przyciągającym romantyków szukających wolności i niezależności. Są oazą ludzi z barwnymi życiorysami, artystów muzyków, malarzy, rzeźbiarzy, poetów, a także leśników i drwali, których łączy wrażliwość na piękno.

Zawsze staram się ich poznać bliżej, aby uchwycić ich duszę i charakter. Ku temu służą mi bieszczadzkie zloty zwane zakapiorskimi (Bieszczadzki Zlot Leśnych Ludzi), których przez wiele lat byłam współorganizatorem. Moje prace częściowo umieszczałam na łamach gazet regionalnych i ogólnopolskich oraz portalach internetowych. Teraz wykonuję je na zlecenie.

wbieszczadach.net: Od portretów blisko do pejzaży….

Bieszczady dla fotografa są atrakcyjne przez cały rok. Jest to zabawa światłem. Krajobrazy zwykle fotografuję w tzw. złotej godzinie, czyli o wschodzie i zachodzie słońca. Wtedy wszystko wygląda jak z bajki. Niezapomniane pozostają wyprawy o 4 rano na szczyt. Zawsze pełne emocji i myśli, co zastanie się na górze. Prawie zawsze otwierają się chmury i choć na moment pozwalają wyłonić się słonecznej kuli. Wówczas odbywają się prawdziwe spektakle. Jeżeli jeszcze temu towarzyszy mgła i wiatr to widowisko jest zawarte w kilku aktach. Fotografia to prawdziwy teatr. Pejzaże przybierają tak nieprawdopodobne kolory, że trudno uwierzyć w ich rzeczywistość. Bywało i tak, że zostawaliśmy na górze, patrząc w rozgwieżdżone bieszczadzkie niebo, oczekując świtu. Tylko nietoperze świstały nam nad głowami.

Fotografując przyrodę, trudno się oprzeć osadzonym w niej cerkwiom. Są one perełkami bieszczadzkiej architektury. Cerkwie to kolejna moja miłość. Są to cerkwie grekokatolickie, pozostałość po współzamieszkującej te tereny ludności rusińskiej. Aktualnie w większości pełnią one rolę świątyń rzymskokatolickich.

Lubię też fotografie macro, czyliinaczej duże zbliżenia. I tu jest pole do popisu dla fotografii artystycznej. Dobrze jest wiedzieć, jaki obraz chce się uzyskać. Reszta przychodzi z wnętrza.

10149618 680084845381848 885935520 o

wbieszczadach.net: W swoich fotografiach ma pani pokaźne zbiory zwierząt bieszczadzkiej puszczy. Czy związane są z tym jakieś przygody?

I.W.: Przygód jest masę. Bardzo wciąga mnie fotografia zwierząt. To podnosi adrenalinę. Zawsze, z każdym wejściem do lasu trzeba się liczyć ze spotkaniem ich mieszańców. Temu towarzyszą niesłychane emocje. Aby fotografować zwierzynę, trzeba znać ich zwyczaje i dobrze wiedzieć, jak się wobec nich zachowywać. Najlepiej wszystko robić z ukrycia. Pamiętam, jak chciałam sfotografować stado łań. Codzienne wychodziłam na polanę o świcie, gdzie łanie wyłaniały się ze swoich noclegowni. Długo ich nie było, więc postanowiłam krzyknąć, aby sprowokować je do wyjścia. Nagle usłyszałam pisk mojego psa. Podbiegłam w tym kierunku i zobaczyłam, jak łania okłada kopytami Gusię. Natychmiast ruszyłam jej na pomoc. Łania odskoczyła, po czym przystanęła i bacznie mi się przyglądała. Wówczas zrobiłam jej portrety. Przywołałam psa i zamierzałam się wycofać, kiedy łania ponownie zaatakowała. Niewiele myśląc, rzuciłam się mojej suce na pomoc. Dopiero wówczas łania odstąpiła. Co się okazało? Zza krzaków za nią wyszła młoda i razem pobiegły w stronę lasu. Kiedy łania ma małe jest wyjątkowo niebezpieczna. Zawsze stanie w ich obronie.

wbieszczadach.net: Oglądałam parę pani zdjęć. Naprawdę fotografie są magiczne. Jak udaje się pani robić takie zdjęcia?

I.W.: To coś magicznego jest ukryte w naszych Bieszczadach, tylko trzeba to z nich wydobyć. Prawie zawsze mam niedosyt. Obrazy, jakie powstają w mojej głowie, nie zawsze pokrywają się z uzyskanymi. Wynika to pewnie z moich ambicji. Do wszystkiego podchodzę emocjonalnie. A jeszcze kiedy się w to włoży serce, to pasja, taka jak fotografowanie, może stać się źródłem zadowolenia z życia.

photo1php

wbieszczadach.net: Pani ulubione zdjęcie to…

I.W.: Do idealnego zdjęcia stale dążę. Myślę, że „Latarnie” są ciekawym ujęciem. Są to jesienne modrzewie zatopione we mgle. Latarnie, bo kiedy wstające słońce smagało je promieniami, zaczęły świecić jak latarnie. Wykonałam je, zupełnie nie planując tej fotografii, na spacerze z psem, na stoku Laworta w Ustrzykach Dolnych. Obecnie zrodził mi się projekt tryptyku modrzewiowego i chodzę wokół nich już prawie rok, i stale mam tylko tę jedną fotkę, ale myślę, że wreszcie trafię na to, co drzemie w mej głowie. „Latarnie” zaczynają mieć też swoją historię. Zostały wyróżnione w konkursie Leśne Fotografie 2013 oraz zdobią okładkę albumu wydanego z okazji 90-lecia Lasów Państwowych, z czego jestem dumna.

wbieszczadach.net: Ostatnio odbył się wernisaż pani fotografii w Warszawie. Jak do niego doszło?

I.W.: To już moja druga autorska wystawa w Warszawie, a czwarta z kolei. Znajomy jak się później okazało, również fotograf Zygmunt Drużbicki oglądał moje zdjęcia wystawiane w Internecie pod stałą nazwą „I to są właśnie moje Bieszczady” (strofa zapożyczona z tekstu piosenki Macieja Augustyna wykonywanej przez Gienka „Siczkę” Olejarczyka z KSU), która miała niemały wpływ na moją fotografię. Zygmunt zaproponował mi wystawę bieszczadzkiej zimy. Byłam oszołomiona. Początkowo myślałam, że pomylił moje prace z innymi. Jednak stało się to prawdą. I koło się potoczyło. Zaproszono mnie nie tylko do Warszawy, ale i do Gdańska, Ustrzyk Dolnych i obecnie znowu do Warszawy, tym razem do stylowej Galerii Freta na Nowym Mieście.

wbieszczadach.net: Jak przebiegała wystawa? Z jakimi opiniami się pani spotkała?

I.W.: Kustoszami wystawy byli przemili i wielkiej klasy artyści Bożena Konikowska i Roman Stechera. W bardzo przyjaznej atmosferze przygotowywaliśmy wystawę przez kilka dni, doprowadzając cały jej przebieg do perfekcji.

Licznie zgromadzonych gości powitał Jarek Tomaszewski z zespołem Latający Dywan. Potem Bożenka zaprosiła mnie do rozmowy, w tle której wyświetlano bieszczadzką zimę. Rozmowa była przeplatana muzyką bieszczadzką Latającego Dywanu, diaporamami i poezją Jurka Baryły Nowakowskiego recytującego autorskie wiersze. Prezentowana diaporama pt. ”I to są właśnie moje Bieszczady” do muzyki Siczki z KSU pozwoliła zapoznać licznie zebranych z tym, co pokochałam w Bieszczadach najbardziej, z zakapiorami, pejzażami, lasami, kwiatami i zwierzyną.

Drugą diaporamę cerkiewną dedykowałam w podzięce Jarkowi Tomaszewskiemu z zespołem Latający Dywan (Jarek jest prezesem odbudowy baligrodzkiej cerkwi). Jestem im niezmiernie wdzięczna za to, że potrafili razem z moimi obrazami i poezją wprowadzić w klimat moich ukochanych Bieszczadów. Myślę, że nie zawiedliśmy warszawskich gości. Serdeczne rozmowy w kuluarach snuły się do późnych godzin. I te z rodziną, i te z przyjaciółmi, i te ze Sceną Country, i te ze znajomymi ze szlaku, w których drzemie sentyment do naszej krainy.

10147603 680084992048500 1855347195 o

wbieszczadach.net: Wystawa miała miejsce kilka dni temu, ale czy coś się zmieniło w pani życiu w związku z tym wydarzeniem?

I.W.: Jestem szczęśliwa z tak ciepłego przyjęcia. Nazwano go wydarzeniem artystycznym. Utwierdzam się w przekonaniu, że obrałam właściwą drogę życiową. Pomimo, że wyjechałam tak daleko, czuję bliskość rodziny i przyjaciół. O jego powodzeniu niech świadczy fakt, że zaproszono mnie na kolejny wernisaż. Teraz szukam partnerów, którzy razem ze mną chcieliby się zaprezentować w Warszawie.

wbieszczadach.net: Czy gdzieś w Bieszczadach można zobaczyć pani twórczość? Np. w jakiejś galerii.

I.W.: Jestem w trakcie tworzenia strony internetowej. Jeszcze nie wygląda tak, jak bym ją widziała, ale już działa. Oto ona http://www.inkawieczenska.pl/

wbieszczadach.net: Jakie jest pani ulubione miejsce w Bieszczadach, do którego lubi pani wracać i dlaczego?

I.W.: Każde miejsce, byle na łonie natury. Lubię je zmieniać i odkrywać nowe, ale najbardziej ulubionym miejscem jest kapliczka w Terce. Zawsze się przy niej zatrzymuję i schodzę w dół, aby przez buki popatrzeć na San brodzący u ich stóp. Dużo tu się wydarzyło......

photophp

wbieszczadach.net: Czym zajmuje się pani oprócz fotografii?

I.W.: Jestem współwłaścicielem zakładu optycznego w Ustrzykach Dolnych oraz dziennikarzem niezależnym. Jedynie na stałe związana jestem z magazynem „Konie i Rumaki”, gdzie od 6 lat prowadzę rozmowy z gwiazdami jeżdżącymi konno. W tym miesiącu zapraszam do zapoznania się z sylwetką aktora Jacka Rozenka, a już w kwietniu komisarza Zawady, czyli Marka Włodarczyka.

wbieszczadach.net: Jakie są pani najbliższe plany i marzenia?

I.W.: Całe moje życie to marzenia. Długo już majaczy mi się obraz żurawi wyłaniających się z porannych mgieł podświetlonych płomieniami słonecznymi. Muszę to uchwycić. Planów jest też co niemiara. Sukcesywnie staram się dążyć do ich realizacji. Nazbierało się już około sześćdziesięciu rozmów z artystami, myślę o wydaniu książkowym, więc szukam wydawcy. Wznowienie rozmów z bieszczadnikami i kilka wyjazdowych plenerów fotograficznych też jest w moich planach. Najbliższy to udział w hipicznej wystawie zbiorowej na I Festiwalu Sztuki Jeździeckiej w Warszawie. Pracy dużo, oby tylko starczyło czasu.

wbieszczadach.net: Bardzo dziękujemy za rozmowę i życzymy samych sukcesów w spełnianiu tych pięknych marzeń, zaś wszystkich zainteresowanych twórczością pani Wieczeńskiej odsyłamy do jej nowej strony internetowej.

Pogoda Cisna z serwisu

Najbliższe wydarzenia

Brak wydarzeń

Facebook

Nasz kanał YouTube

Artykuły

Atrakcje w Bieszczadach

Ciekawe miejsca w Bieszczadach

Cerkwie, koscioły i cmentarze w Bieszczadach

Szlaki turystyczne w Bieszczadach

Szlaki rowerowe w Bieszczadach

Trasy samochodowe w Bieszczadach

Zabytki w Bieszczadach

Fauna bieszczadów

Flora bieszczadów

Ciekawostki

Ciekawi ludzie w Bieszczadach

 

Kontakt

Bieszczadzki Portal Turystyczny wbieszczadach.net Redaktor Naczelny Piotr Kutiak 663 740 066
 Potrzebujesz reklamy? ZADZWOŃ502 920 384